Fot. Adam Jutrzenka

Ania (na zdjęciu po lewej) biega od trzech lat – Moja przygoda z bieganiem zaczęła się w połowie 2014 r. Wtedy moim celem było przebiegniecie pięciu kilometrów. Już w grudniu udało mi się pokonać osiem – za sprawą niesamowitej motywacji Ady, która wyciągała mnie z domu i powtarzała „Anusia, dasz radę”. Od tego czasu zaczęłam biegać trzy razy w tygodniu i cieszyłam się z każdego przebiegniętego kilometra. Za namową znajomych w 2015 r. wystartowałam w biegu masowym w Gdyni. Był to Bieg Urodzinowy PKO na dystansie dziesięciu kilometrów. Później były kolejne starty, m.in. w Biegu Gochów, Biegu na Mount Everest, Biegu Świętojańskim w Gdyni, w półmaratonach w Gdańsku i w Aleksandrowie oraz w wielu innych. Startuję jedynie w kilku zorganizowanych biegach w roku. Więcej frajdy sprawiają mi treningi indywidualne. To jest mój czas, moja cisza… Uwielbiam te chwile – są tylko moje. Dzięki bieganiu poznałam też mnóstwo wspaniałych osób – nie sposób ich wszystkich wymienić. Jeśli chodzi o mój najważniejszy bieg… Był to Orlen Warsaw Marathon 23 kwietnia tego roku. Najpierw pojawiła się myśl: „Może i ja dam radę?”. Żeby nie umrzeć na trasie, w listopadzie 2016 r. zaczęłam przygotowania pod czujnym okiem Pawła Grzonki i… udało się. Całkiem spokojnie, bez sensacji, ale w dobrej kondycji, z uśmiechem na twarzy udało się przekroczyć linię mety. I jeszcze bardziej uwierzyć w siebie.

Ja również zaczęłam biegać trzy lata temu – mówi Ada. Był marzec, za oknem zimno i szaro. Moim celem było wyjść z domu i zapomnieć o codziennych problemach. Potem były pierwsze starty – na początku krótkie i wolne, po pięć, po dziesięć kilometrów. Apetyt rósł w miarę jedzenia… Lubię biegać z pasją i uśmiechem, a wynik jest sprawą drugorzędną. Czasem lepszy, czasem gorszy, ale najbardziej liczy się radość i satysfakcja. Jak to kiedyś mi ktoś powiedział – „Ma być ogień, Adriana!”